Czy surowość wobec siebie i dążenie do perfekcji mogą stać się więzieniem? W tym artykule dzielę się osobistą historią o tym, jak próba dopasowania się do cudzych oczekiwań oddalała mnie od mojej prawdziwej natury. Opowiadam o skutkach tłumienia wrażliwości, roli traumy i momencie przełomu, który pomógł mi zrzucić zbroję perfekcjonizmu. Jeśli czujesz, że życie stało się zbyt sztywne i kontrolowane, być może nadszedł czas, by otworzyć się na siebie – z czułością i akceptacją.
Spis treści
Jak to się zaczeło
Jako dziecko byłam gnębiona w prywatnej szkole dlatego, że pochodzę ze wsi.
To był duży rozstrzał – dzieci z miasta w prywatnej szkole kontra dziecko ze wsi. Różnice pokazywały się na każdym kroku. Wykształciło się we mnie głębokie poczucie, że coś jest ze mną nie tak i że muszę to zmienić, by zostać zaakceptowaną przez otoczenie. Gdy zaczęłam dorastać, zainteresowałam się tym, jak mogę się „ulepszyć”. Jak mogę wpasować się w standardy. Być lepszą wersją siebie. Być taką, żeby inni mnie zaakceptowali.
Jeśli moje próby nie przynosiły efektów, odzywał się we mnie surowy wewnętrzny krytyk, który gnał mnie do tego, bym starała się bardziej. Chudsza, lepiej wyglądająca, więcej zarabiająca, bardziej inteligentna. Więce, więcej, więcej.
Spirala samokrytyki i wymagań
Próbowałam zmieniać się na siłę. Nie akceptowałam siebie taką, jaką byłam. Moja intencja była podszyta lękiem – strachem, że jeśli się nie zmienię albo nie spełnię jakichś standardów, nie otrzymam miłości, akceptacji.
Wchodzenie w spiralę nieustannego doskonalenia siebie prowadziło do tego, że stawałam się dla siebie coraz bardziej surowa. Sztywna w swoich poglądach. Kijek w przysłowiowej d*** wchodził coraz głębiej i zaczynał wrastać. Rosły moje wymagania wobec siebie, rzeczywistości i innych. Zamknięta w czterech ścianach tych wymagań, odcinałam się od siebie samej – od swojej autentyczności i tego, kim naprawdę byłam.
Dążyłam do ideału, który nawet nie był mój. To był ideał, który widziałam dookoła i próbowałam naśladować.
Zaczęłam odłączać się od swojego ciała, przyjemności, radości. Nie wiedziałam, po co robię to, co robię. A wewnętrznie czułam, że pragnę głębokiego poczucia sensu, podążania w zgodzie z moją duszą. Wiedziałam, że droga, którą idę, na pewno nią nie jest. Tylko jak odkryć swoją drogę? Jak odkryć i realizować cel duszy, skoro nie ma się nadziei, a życie wydaje się uwierać?
Skutki braku wrażliwości do siebie
A co może się wydarzyć kiedy nie widzi się sensu życia, a życie uwiera? Wiem, żę dla każdej osoby może być inaczej. To co zauważyłam u siebie to duża potrzeba kontroli. Wysokie wymagania odnośnie tego jak się zachowuje i również odnośnie otoczenia.
Jeśli coś nie wpasowało się w wizję tego jak rzeczy miały wyglądał, rozpoczynał się wewnętrzny dramat. Jakby świat się kończył. Aby uniknąć tych “dramatów”, kiedy rzeczy nie szły tak jak powinny wchodziła coraz większa próba kontroli siebie i otoczenia.
Dokładne przestrzeganie planu. Surowość, która zamraża serce. Trochę jak oddech dementora, która zabiera radość z życia. Tylko kto był tym dementorem? Ja sama dla siebie.
I co się dzieje w momencie, kiedy wysysamy z siebie radość życia? W końcu osiągamy punkt, w którym jest się zmęczonym byciem sztywnym, perfekcyjnym. Ma się dość działania pod presją. Jest się już zmęczona próbą wyglądania zawsze dobrze. Nie pokazywania swoich uczuć, albo nagle bycie ich więźniem. Byciem w roli, tej, która zawsze wszystko ogarnia. Znania odpowiedzi na każde pytanie. Spełniania oczekiwań kogoś, nie wiadomo nawet kogo dokładnie. Dbaniem o to, żeby wszystko było idealnie.
I kiedy dochodzi się do takiego momentu. Nazywam to momentem basta. Gdzie ma się już dość tego wszystkiego. Jest za ciasno, wszystko przytłacza. Pojawia się głębokie pragnienia, aby po prostu być sobą. I wtedy zaczyna się szukać głębiej.
Schemat ofiary – czyli wielki, straszny wilk
Kiedy zaczynamy szukać głębiej może pojawić się strach przed pokazaniem swojej słabości (lub może inaczej wrażliwości), bo czy przypadkiem nie wpadam w rolę ofiary? Czy nie utknęłam w swoim własnym dramacie? Czy nie powinnam już zapomnieć o dawnych czasach i ruszyć do przodu? Tylko co jeśli pomimo, że się staramy to ten temat wraca i wraca i wraca. W różnych wydaniach, z różnymi aktorami, jednak sedno jest takie same.
Kiedy brałam udział w kursie pracy z traumą usłyszałam zdanie, które poruszyło mnie głęboko: „Jesteśmy w schemacie ofiary tak długo, aż nasza rana zostanie zobaczona i uznana.”. Poczułam wtedy jakby ktoś zdjął ze mnie presję uciekania od tego co doświadczyłam. Poczułam, że to jest OK, żeby w uznać swój ból. Żeby mu się przyjrzeć. Żeby ukochać.
Również znani terapeci m.in. Gabor Maté podkreśla, że dopóki nasza rana nie zostanie zauważona i przeżyta w bezpieczny sposób, tkwimy w mechanizmach obronnych. Z kolei Bert Hellinger (twórca ustawień systemowych) mówił o uznaniu losu i bólu jako kluczowym kroku do wyjścia z roli ofiary.
Tak więc jak wyjść z roli ofiary skoro nigdy nie uznaliśmy tego, że ofiarą byliśmy? Zdecydowanie potrzeba czułej odwagi do tego, aby przyznać przed sobą ile bólu spowodowały nam pewne wydarzenia. Często możemy potrzebować wsparcia, towarzystwa innej osoby, która będzie trzymać dla nas przestrzeń. Która będzie świadkiem.
Punkt basta i Pole Akaszy
Dla mnie punkt basta nastąpił w momencie gdy dotknęłam mentalnego dna i poprosiłam Boga o wsparcie, wtedy zaczęłam widzieć promyk nadziei na to, że może być inaczej. Niedługo potem trafiłam na Pole Akaszy – metodę na łączenie się z przewodnikami duchowymi. To powoli pomogło mi wrócić do siebie. Otworzyło oczy na miłość płynącą do mnie prosto z Wszechświata.
Dzięki tej metodzie zaczęłam przypominać sobie, kim jestem na poziomie duchowym. Zaczęłam uznawać swoje cierpienie. Uwrażliwiać siebie na ból i również na radość. Odkryłam, co karmi moją duszę, czego potrzebuję, a nawet jaki jest cel mojej duszy.
Wrażliwość jako wsparcie w drodze ku sobie
To był początek mojej drogi ku sobie poprzez wrażliwość. Odkryłam, że okazywanie „słabości” nie jest czymś wstydliwym. Dzięki okazywaniu wrażliwości samej sobie mogę wzbudzić współczucie do siebie, swojej drogi, swojego ciała, a potem również do innych.
Kiedy okazuję sobie czułość i akceptację, mój wewnętrzny świat się poszerza. Zamiast poczucia winy pojawia się lekkość. Wrażliwość rozbudza zmysły i pozwala zobaczyć rzeczywistość z innej perspektywy. Wspiera bycie bardziej czującą, żywą osobą. Pomaga połączyć się ze swoją esencją i zrozumieć, co jest prawdą dla mnie. Jak mogę rozpuścić się w samej sobie i zaakceptować siebie taką, jaką jestem.
Jak rozbudzić wrażliwość do siebie
Jednym ze sposobów jest skierowanie wzroku ku swoim nie zaopiekowanym ranom. Ku temu, od czego może całe życie odwracaliśmy wzrok i machaliśmy ręką, twierdząc, że „to nic takiego”.
W moim przypadku był to temat szkoły. Przez bardzo długi czas uważałam, że już go „przepracowałam”. Że to było dawno i już prawie o tym nie pamiętam. Dopiero podczas sesji z bębnem połączyłam się z 9-letnią sobą i wróciły wspomnienia pierwszego dnia szkoły, który był dla niej koszmarem.
Dopiero gdy otworzyłam się na ból młodej siebie i poczułam, jak bardzo to wydarzenie ją poruszyło, rozbudziła się we mnie większa wrażliwość na samą siebie.
Jak pisze C. Beck:
„Musimy stanąć twarzą w twarz z bólem, przed którym uciekamy. W rzeczywistości musimy nauczyć się w nim spoczywać, aby jego żar nas przemieniał”.
Nie uciekniemy od bólu, który w nas jest. On jest naszą medycyną. Kiedy kierujemy wzrok na swoje rany, zaczynamy czuć, jak to na nas wpłynęło. Jeśli pozostajemy w tym żarze, on nas przemienia. (Ważne: jeśli doświadczyłeś/aś silnych traumatycznych doświadczeń, może potrzebować wsparcia drugiej osoby. Również warto wiedzieć, że w zależności od traumy może być różny rodzaj terapii).
Ciało pamięta
Nasze ciało przechowuje wspomnienia z całego życia. Trzyma w sobie niewyrażony smutek, złość i brak akceptacji. Poprzez to twardnieje, zakłada zbroję.
Kiedy kierujemy pełną miłości uwagę i akceptację ku swoim ranom, zbroja zaczyna mięknąć. Wpuszczamy światło i miłość do ciemności, która otaczała serce. Transformujemy ból w wrażliwość i wyrozumiałość – ku sobie i innym.
Wtedy ciało się rozluźnia. Znika lub chociaż nie jest już tak aktywny wewnętrzny krytyk. To, co było zapomniane i nie ukochane, rozpływa się, bo zostało uhonorowane.
Pojawia się więcej miejsca na miłość, zrozumienie i akceptację – siebie, rzeczywistości i innych. Nie musimy już dążyć do perfekcyjnej wizji siebie. Nie potrzebujemy wysokich wymagań. Kijek wysuwa się. 😉
Podsumowanie
Mam nadzieję, że Twoja droga ku sobie będzie pełna miłości i wyrozumiałości do tego czego doświadczyłeś/aś.
Jeśli chcesz ze mną pracować jest kilka sposobów:
- zapisz się na listę mailingową (formularz na dole lub kilkając w ten link), a otrzymasz darmową praktykę na otworzenie się na wrażliwość ku sobie (to ćwiczenie pomogło mi w rozpuszczeniu jednej z warstw surowości)
- skorzystaj z videopraktyki “Dusza w Przepływie” która wspiera w kontakcie z nie wyrażonymi emocjami
- dołacz do kursu „ku wrażliwości”, który stworzyłam dla osób, które są gotowe na rozpuszczanie zbroi surowości, swoją wrażliwością
- indywidualne prowadzenie podczas sesji 1:1 w Polu Akaszy
- ku harmonii- spotkania, w których otrzymujesz holistyczne wsparcie w kontakcie ze sobą
FAQ
1. Jak surowość wobec siebie wpływa na nasze życie?
Surowość i perfekcjonizm mogą prowadzić do chronicznego stresu, niskiego poczucia własnej wartości oraz problemów z akceptacją siebie. Nadmierne wymagania wobec siebie sprawiają, że odcinamy się od swoich emocji, radości i autentyczności.
2. Dlaczego okazywanie sobie wrażliwości jest ważne?
Wrażliwość pozwala na głębsze zrozumienie siebie, swoich emocji i potrzeb. Dzięki niej możemy uwolnić się od wewnętrznego krytyka, złagodzić surowość wobec siebie i budować bardziej wspierającą relację z samym sobą.
3. Jak rozpoznać, że utknęliśmy w schemacie ofiary?
Schemat ofiary często objawia się ciągłym poczuciem krzywdy, trudnością w uwolnieniu się od przeszłych doświadczeń oraz powtarzającymi się problemami w relacjach. Dopóki nie uznamy swojego bólu i nie pozwolimy sobie na jego przeżycie, możemy nieświadomie pozostawać w tym mechanizmie.
4. Jakie techniki pomagają w rozbudzeniu wrażliwości do siebie?
Pomocne mogą być praktyki medytacyjne, praca z ciałem, terapia traumy, sesje w Polu Akaszy oraz różne formy samoobserwacji i autoempatii. Kluczowe jest skierowanie uwagi na swoje emocje i niezaopiekowane rany.
5. Co daje wyjście z perfekcjonizmu i nadmiernej kontroli?
Zrezygnowanie z surowości i perfekcjonizmu przynosi większy spokój, radość życia oraz autentyczność. Pozwala cieszyć się chwilą, lepiej radzić sobie z wyzwaniami i budować zdrowe relacje oparte na akceptacji i empatii.